3/28/12

brights

(ph. Paula Pietruszka/ wearing second-hand tshirt, Romwe jacket, second-hand trousers, Street shoes)

I don't know who or what I should call responsible for this, but hey! I'm wearing a bright colour. That's just frenzy, I know. Maybe it's the warmer weather that brings out this hidden, super-crazy and bold myself. Or maybe it's just the fact I have absolutely nothing to wear anymore (I'm serious this time, those wardrobe doors that are not willing to close don't mean anything). Anyways, the change is crystal clear (I've been observing myself as becoming so wild nowadays, first short hair, now orange trousers? Hello world, I'm your wild girl!!!)

Nie mam pojęcia, co uznać odpowiedzialne za to, że (uwaga!) mam na sobie "kolorowy" kolor. Wiem, to czyste szaleństwo. Być może to ta wysoka temperatura tak na mnie wpływa i wydobywa gdzieś z czeluści szaloną, niesamowicie odważną Weronikę. Ale może też za tym stać fakt, że po prostu nie mam już co włożyć (teraz mówię całkowicie serio, niedomykające się drzwi szafy nie mają w tym wypadku żadnego znaczenia). W każdym razie zmiana jest (obserwuję w ostatnim czasie podnoszący się we mnie poziom szaleństwa: najpierw ścięcie włosów, teraz ostry pomarańcz, słowem - rozhulałam się coś tutaj!).


When it came to sheer clothes (remember, we were discussing this a few posts ago) I could easily say about a love/hate relationship between us. With bright colour the story has gone a little bit differently, repleted with heartbreakes, silent days and tears. Why can't our relationship be right? In other words:
Kiedy chodziło o pół-transperentne ubrania (jeśli pamiętacie, rozwodziłam się nad nimi dwa posty temu), mogłam śmiało stwierdzić, że jest to relacja typu 'miłość pomieszana z nienawiścią'. Co do kolorowych ubrań, tak już wesoło nie jest, bo nasz związek prezentuje się nieco kiepsko, pełen rozstań, płaczu i bólu serca. Dlaczego nasz związek nie przedstawia się tak, jak powinien?

3 Sins of Brights / 3 Grzechy Główne:

1. They're just so terribly eye-catching! /Zwracają sobą uwagę w najmniej pożądanych momentach./

The look people give just paralyse me, especially when I'm in high heels. What I find interesting is that at home I always walk in them with such grace, you know, straight body, elegance, always in one line, I could probably walk a runway, come on! A strange thing happens when I leave my house, those magical skills dissapear (I have no clue how) and I'm left with a harrowing feel of instability and a drilling voice in my head: "You're going to land on this pavement right this second". (oh, and I'm not talking about 12 cm heels, I fall in them already at home). So with every glance more, I'm becoming more and more eager to run away and hide (but unfortunetely heels don't allow me to do that, uh). Bright colours don't seem to make this scene better...

  Wzrok innych ludzi mnie paraliżuje, szczególnie kiedy jestem na obcasach lub koturnach. Co ciekawe, w domu zawsze chodzę idealnie, prosto, z gracją, nogi idą w jednej linii, ba! na wybieg z takim chodem! Na ulicy natomiast - nie mam pojęcia jak to się dzieje - moje magiczne zdolności znikają i zostaje tylko poczucie beznadziejnej niestabilności i świdrująca myśl w głowie "Zaraz wyląduję na chodniku" (a! i nie mówię tu o 12-centymetrowych obcasach - w takich to nawet w domu się przewracam). Kiedy więc ktoś na ulicy zdaje się obserwować moje poczynania, mam ochotę uciec na jej drugi koniec, a nawet dalej (ale niestety instytucja obcasów mi na to nie pozwala). Rzucające się w oczy kolory wydają się sprawy nie ułatwiać.


2. They allow me to became next Pippi / Umożliwiają mi zostanie następną Pippi-Pończoszańką. / 

  (I have no idea why I chose Pippi as an example, let's just say I was using a method of associations). In short : while mixing bright colours, what is the the limit of used hues so as not to end up looking like a protagonista that I mentioned earlier? Which ones with which ones? There's far too much work about this and I just surrender.

(Nie wiem dlaczego akurat Pippi tutaj wystąpiła, chyba polegałam na metodzie luźnych skojarzeń...). Krótko i zwięźle -  ile kolorów można ze sobą swobodnie łączyć, żeby nie skończyć jak bohaterka wymieniona powyżej? Które z jakimi? Za dużo z tym roboty, ot co.


3. ?????
I'm sure there are plenty of another arguments....my not so optimistic attitude towards bright colours can't be taken, you know..out of blue. I have to admit that I find it a little bit weird, because last night I started writing this post and I got stucked right here. I just couldn't make up any other argument against them. Does it mean I'm convinced? I can't bet...OK, since this part of my text is not looking good (or even satisfactory), maybe it's space for you? Bright colours - yes or big no?

Jestem pewna, że coś by się znalazło. Moje niezbyt optymistyczne podejście do jasnych kolorów nie może być przecież nieuzasadnione... Dziwne to jednak, bo kiedy zaczęłam pisać tę notkę wczoraj wieczorem, utknęłam właśnie w tym punkcie. I za nic nie mogłam wymyślić kolejnych oskarżeń upokarzających neony. Minął cały dzień i nadal NIC. Czyżbym się do nich przekonała? Nie dam za to głowy. Ale skoro już ten punkt tak kiepsko mi wyszedł, być może zostawię to miejsce dla Was. Kolory - za lub przeciw?

176 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

3/24/12

nail battle

     Saturday evening, I'm sitting on my couch, wrapped up with a blanket, hot tea in one hand, a tray of cookies is right here beside me. I haven't looked in the mirror since the early morning, I don't really care I'm wearing a set of clothes that would rather resemble Anna Piaggi than me. Life is so good, right? In the moment I'm raving about the beauty of our universe, I look down on the keyboard to type something here and....BUM. The beauty of the universe goes up in the air the time I see them. My nails.

      Sobotni wieczór, siedzę opatulona w koc na kanapie, gorąca herbata w jednej dłoni, taca ciastek gdzieś w pobliżu. Nie spojrzałam na siebie od samego ranka, mało mnie obchodzi, że w dzisiejszym zestawie ubrań bardziej przypominam Annę Piaggi niż siebie. Życie jest takie wspaniałe, prawda? W momencie, kiedy zachwycam się pięknem wszechświata, moje spojrzenie wędruje w dół, na klawiaturę, aby coś napisać i...BUM. Owo piękno staje pod wielkim znakiem zapytania, kiedy je widzę. Moje paznokcie.

      For sixteen year my nails have looked more or less like a battle field, I used to bite them, scratch them, torture them. I tried everything to get rid of the nasty habit of biting them until I found one solution : nails covered with zillion layers of nail polish. If they had looked OK, I wouldn't have to touch them, it's easy. So age 12 (that is something I fail to explain), during my holidays at my Grandma's house in a village near my hometown, I decided to get my nails done. By manicurist. I kept my parents in the dark, of course.  That was my first and last trip. Together with my four friends who were there to give me huge support, armed with my savings, we entered a small beauty saloon or a place that was called this name. I asked for a French mani, but only painting since I was terribly of afraid of all those affections you might get. After fifteen minutes or so I walked out with a transformed version of French manicure that I would describe as "very creative". Oh, and I lost twenty bucks somewhere there that the woman in the saloon (with suspicious look in her eyes included) gave me back the day after when I came back there almost crying. Note : never come to a saloon where you must for a manicurist because she was just planting in her garden. I say never.

    Przez szesnaście lat moje paznokcie nie przypominały niczego innego, tylko pole bity, gryzłam je, skubałam, znęcałam się nad nimi. Nie pomogły gorzkie paluszki, groźby, krzyki, prośby. Po wielu latach znalazłam jedyny sposób, a mianowicie MALOWANIE (wielkie odkrycia są moją mocną stroną). Jeśli wyglądały OK, nie było sensu ich ruszać, proste. A więc mając 12 lat (to jedna z rzeczy, których wyjaśnieniu nawet nie próbuję podołać), podczas wakacji u babci na wsi, zapragnęłam iść do manicurzystki, oczywiście w tajemnicy przed rodzicami, no proszę! To była moja pierwsza i ostatnia wyprawa. Razem z czterema koleżankami, które wybrały się ze mną w ramach wsparcia, uzbrojona w oszczędności, wkroczyłam do "salonu piękności", a przynajmniej miejsca, które się za taki podawało. Wielce dorosła poprosiłam o francuski manicure, tylko malowanie, bo już wtedy za dużo nasłuchałam się o chorobach i różnego typu infekcjach. Tak więc po okołu piętnastu minutach wyszłam z "salonu" ze zmodyfikowaną wersją Frencha, którą można by było opisać jako bardzo kreatywne ujęcie takowej techniki malowania paznokci. A, i zgubiłam pięćdziesiąt złotych, które na szczęście zostały mi wypłacone przez panią z kasy następnego dnia, kiedy bliska płaczu się po nie zgłosiłam. Warto zapamiętać : nigdy, ale to przenigdy nie wybierać się na manicure do miejsca, gdzie każą Wam poczekać na manicurzystkę, bo akurat sadzi rośliny w ogrodzie. Nigdy.


     Right now, I'm probably painting my them once for three days, I have no idea how women can have such flawless nails for a week! To make you understand my level of depression a little bit more, just imagine : you paint your nails on Tueday, on Wednesday they look like crap. My friend says: "It's no surprise, you're using cheap nail polishes". Oh come on, another thing to splurge on? They say you ought to have a good quality mascara, foundations and another zillion things. I lived happily for 16 years thinking that nail polishes are one of those great things that can be bought for one dollar and be fine. So what they last on my hands for one day, I was sure the more expensive ones do too. So what do you think? Is it worth to invest in one nail polish than buy a lot but cheaper? And which ones would you recommend? Save me from coming back to my nasty habit again, pleaaase. OK, I'm off to paint them again, that's amazing right, because I painted them...yesterday. Arrrggghhh

    Obecnie paznokcie maluję prawdopodobnie co trzy dni (co doprowadza mnie nawiasem mówiąc do szewskiej pasji) i zielonego pojęcia nie mam, jak kobiety mogą funkcjonować z nienagannym manicurem cały tydzień. Aby przybliżyć Wam trochę mój poziom depresji, wyobraźcie sobie, że pełni pozytywnych myśli malujecie paznokcie we wtorek, a w środę samo patrzenie na nie przyprawia o mdłości. Wyżaliłam się oczywiście mojej przyjaciółce, która stwierdziła, że w lakiery trzeba zainwestować. Nie no, bez przesady. Kolejna rzecz, na którą trzeba wydać tonę pieniędzy? Mówią już, że podkład i tusz musi być dobrej jakości. Przez szesnaście lat żyłam sobie szczęśliwie w przekonaniu, że akurat co jak co, ale dobry lakier można kupić za trze złote. Co z tego, że na paznokciu nie przetrwa nawet jednego dnia, byłam pewna, że te droższe także tak działają. I zapewne byłam w błędzie. Co o tym myślicie? Czy rzeczywiście droższe lakiery (powiedzmy...OPI czy Essie) są warte w ogóle brania pod uwagę? I które byście polecały? Błagam o pomoc, bo jak co, ale to mojego okropnego nawyku to nie mam ochoty wracać. A teraz kończę i biegnę po lakier, bo trzeba od nowa zrobić manicure, który tak się miło składa....robiłam wczoraj.

213 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

3/18/12

so crystal in the air





(ph.Maks Scholl/ wearing second-hand tshitrt, AA blouse, vintage skirt, second-hand belt, bag I got from my Grandma, shoes via SchaffaShoes)

I have a love/hate relationship with sheer clothes. I agree, they look amazing but I'm just hopeless when it comes to...wearing them. How you should wear them, that's the question. Like a normal blouse (=showing your belly and lingerie) or maybe a tshirt underneath will be enough to solve the problem? Speaking about tshirts...is it only me who has bad associations with it? KINDERGARDEN. I remember little kids would wear tshirt all the time, I mean it, all the time, myself included. Under another tshirt, blouse, dress. But yeah, THE TSHIRT - I never know what kind I should choose - black, white, grey, sleeveless...I always end up with the one I use for physical eduction classes...(clean of course!). So did I today.

Moja zawiła relacja z pół-przezroczystymi ubraniami opiera się na miłości połączonej z nienawiścią. Miłość, bo a) wentylacja to podstawa i b) subtelność górą. Nienawiść, bo nigdy, ale to nigdy nie mam zielonego pojęcia jak je nosić. Ubierać bluzki.....jak normalne bluzki (czyli świecić brzuchem i prezentować światu swoją bieliznę) czy pakować na siebie podkoszulki, żeby wyglądać jak Bóg przykazał? Z tymi podkoszulkami to łatwo też nie ma, bo często kończę na tym, że przypominam człowieka, zatrzymanego w fazie przedszkola ( nie wiem, czy też macie takie doświadczenia z tego okresu, ale pamiętam, że podkoszulek nosiło się DO WSZYSTKIEGO. Pod sukienkę, pod sweter, pod inną bluzkę. Nie mam zielonego pojęcia, z czego to wynikało, chociaż skłaniam się ku często powtarzanemu przez rodziców argumentowi "Żeby ci zimno nie było"). Tak więc złowieszczy podkoszulek - nigdy nie wiadomo jaki wybrać, czy biały, beżowy, szary, czarny, bez rękawów, z krótkimi rękawami, czy rękawami 3/4. Zazwyczaj kończy się na tym, że łapię jakiś przeznaczony do celów WF-owych. Nie inaczej stało się i dzisiaj. 

158 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

3/14/12

Dis-moi si j'dois partir ou pas


(ph. Ola Śliwa/ wearing Sheinside coat, Zara dress&bag, second-hand scarf)

I found my new home here . If you don't know it (I hope you do!) - check it out asap! It ate me alive.

Tutaj sobie ostatnio zamieszkałam, kto nie zna - polecam zapoznanie się z owym miejscem. "Zjadło mnie". Miłego wieczoru!

89 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)